My Writings. My Thoughts.

Dzień 53. – Mexico City

// Wrzesień 15th, 2010 // Komentarze są wyłączone // Bez kategorii

Ostatniego dnia mojego pobytu w Meksyku, na kilka godzin przed odlotem do Polski wybraliśmy się z Julio i Humberto do centrum meksykańskiej stolicy. Zaskoczyło mnie to, że wygląda bardzo podobnie do dużych stolic europejskich. Właściwie tylko przedmieścia są typowo meksykańskie. W samym mieście nie czuć też tych 25 milionów mieszkańców. Ot, zwyczajny miejski tłok, który nie rzuca się specjalnie w oczy.

IMG_3424.jpg

IMG_3425.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

IMG_3428.jpg

Dzień 52. – Los Gigantes de Tula

// Wrzesień 15th, 2010 // Komentarze są wyłączone // Bez kategorii

Od prawie miesiąca jestem w kraju, więc wypadałoby dokończyć relację z meksykańskiej wyprawy ;)

Jadąc do Mexico City (następnego dnia miałem wylot) wstąpiliśmy do niewielkiego miasteczka Tula, zbudowanego wokół dawnego miasta Tolteków. Znajduje się tam stanowisko archeologiczne z pozostałościami kilku budynków oraz niewielką piramidą z posągami Atlantów. Posągi te kiedyś stanowiły podporę dachu świątyni. Posągi mają wysokość 6 metrów.
W czasach swojej świetności miasto zajmowało 8 km^2 i liczyło kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców.

Zanim dojdzie się do samego miasta, trzeba przejść około kilometra ścieżką, wokół której rosną różne rośliny. Na przykład agawy:

DSC00418.jpg

DSC00421.jpg

DSC00422.jpg

DSC00437.jpg

DSC00438.jpg

DSC00444.jpg

DSC00446.jpg

DSC00447.jpg

DSC00449.jpg

DSC00450.jpg

DSC00455.jpg

DSC00461.jpg

DSC00463.jpg

DSC00467.jpg

IMG_3414.jpg

Dzień 45. – Piramidy w Teotihuacan

// Sierpień 14th, 2010 // 1 Comment » // Bez kategorii

W środę udaliśmy się z Julio i jego żoną do Mexico City, gdyż Julissa, ich córka, wracała z praktyki w Gdańsku, trzeba więc było odebrać ją z lotniska. Na przedmieściach stolicy mieszka siostra Mako (żony Julia) wraz z mężem. Po sześciu godzinach podróży zameldowaliśmy się u nich. Była godzina 12:00. Zjedliśmy szybki obiad, a następnie Julio i Humberto (który jest taksówkarzem), zabrali mnie na wycieczkę do Teotihuacan – zobaczyć słynne piramidy.

DSC00275.jpg

Piramidy w Teotihuacan (czyt. ‘teotiłakan’) są najwyższymi piramidami w kraju. Według legend założone przez Quinametin – rasę olbrzymów zamieszkujących Ziemię przed ludźmi, w rzeczywistości powstało w II w. p.n.e. wokół centrum religijnego ludów Mezoameryki (region ludów prekolumbijskich – od środkowego Meksyku po Przesmyk Panamski), którzy wierzyli, że w tym miejscu powstał Świat. Jego rozkwit przypada na IV – VII wiek. Szacuje się, że w tym okresie miasto posiadało około 200 000 mieszkańców i obejmowało obszar 20 km2.
Plan miasta miał układ dwuosiowy. Jedna oś (północ – południe) nosiła nazwę Alei Umarłych i została obecnie zrekonstruowana. Ma długość dwóch kilometrów. Druga oś ciągnęła się ze wschodu na zachód.

DSC00278.jpg

Cywilizacja Indian mieszkających w tym rejonie było bardzo rozwinięta. Pisali książki, posiadali system liczenia oparty na kropkach i kreskach, ich kapłani opracowali kalendarz, według którego dokładnie liczono upływający czas.

DSC00292.jpg

DSC00294.jpg

W VII w. Teotihuacan ucierpiał na skutek dotkliwego pożaru. Większa część miasta została zniszczona i nigdy nie odzyskało ono swojej dawnej świetności. Stopniowo podupadało aż w końcu zostało zupełnie opuszczone w X w. Kulturę ludów zamieszkujących Teotihuacan przejęli Toltekowie i Aztekowie. Ci ostatni nazywali miasto „miejscem, w którym rodzą się bogowie”. Jeszcze 1000 lat po upadku cywilizacji, która założyła ten ośrodek, Aztekowie czcili ich bogów: Tlaloka (boga deszczu) i Quetzacoalta (Pierzastego Węża).

DSC00302.jpg

DSC00316.jpg

DSC00317.jpg

DSC00320.jpg

DSC00323.jpg

DSC00331.jpg

DSC00336.jpg

Największymi i najstarszymi konstrukcjami ośrodka są Piramida Słońca i Piramida Księżyca. Piramida Słońca ustawiona jest po wschodniej stronie Alei Umarłych. Jej podstawa mierzy 225 x 207 metrów, wysokość 65 metrów.

Piramida Księżyca ma podstawę o wymiarach 150 x 120 metrów i wysokość 43 metrów.

DSC00291.jpg

Obie piramidy zbudowano z suszonych na słońcu cegieł adobe, bez wykorzystania metalowych narzędzi.

DSC00340.jpg

DSC00344.jpg

DSC00353.jpg

DSC00354.jpg

DSC00355.jpg

DSC00369.jpg

Dzień 43. – Guadalajara

// Sierpień 13th, 2010 // 7 Comments » // Bez kategorii

Dłuuugo nic się tutaj nie działo. Niestety nie tylko tutaj. Przez ostatnie kilkanaście dni siedziałem w domu pracując, żadnych interesujących eventów nie było. Na szczęście ten tydzień nadrobił zaległości.

W poniedziałek wybraliśmy się do Guadalajary. Wycieczka była służbowa, gdyż w serwerze firmy, w której pracuje Julio padł dysk, ktoś namieszał coś w RAIDzie i w konsekwencji trzeba było udać się do firmy odzyskującej dane. Najbliższa takowa mieści się właśnie w Guadalajarze. Umówieni byliśmy na 12, więc wyruszyć powinniśmy o 9. Oczywiście było opóźnienie i wystartowaliśmy o 11:30. Bywa i tak.

Zawitaliśmy na miejsce o 14:30. Guadalajara jest drugim co do wielkości miastem Meksyku. W samym mieście żyje 1,6 mln ludzi, w całej aglomeracji około 4 mln. Jest to ośrodek przemysłowy. Ogólnie miasto to skojarzyło mi się dziwnie z Dublinem…

Musieliśmy poczekać na zgranie 300GB danych, więc udaliśmy się do centrum. Spędziliśmy tam kilka godzin łażąc po ulicach, odwiedzając tzw. „market”, który okazał się mekką piratów a także zaglądając do sklepu płytowego. Wieczorem odebraliśmy dyski i po małych przygodach na autostradzie o 23 zameldowaliśmy się w domu.

DSC00226.jpg

DSC00227.jpg

DSC00228.jpg

DSC00229.jpg

DSC00230.jpg

DSC00231.jpg

DSC00234.jpg

DSC00237.jpg

DSC00238.jpg

DSC00239.jpg

DSC00240.jpg

DSC00242.jpg

DSC00253.jpg

DSC00256.jpg

DSC00261.jpg

DSC00268.jpg

DSC00269.jpg

DSC00272.jpg

Dzien 27. – miejski wypad z pannami

// Lipiec 28th, 2010 // 2 Comments » // Bez kategorii

Zasadniczo niedziela jest Dniem Wycieczek™, ale tym razem było inaczej. Późnym popołudniem przyjechały po mnie Olivia i Lexi – dwie koleżanki Julissy, by zabrać mnie na miasto. Była przejażdżka Lexi’owym Chryslerem (śmieszne te amerykańskie fury w środku – takie miękkie i „nadmuchane” ;) ), wizyta w centrum handlowym, posiedzenie w kawiarni przy zimnych napojach i frytkach z serem a na koniec spacer przez fragmenty centrum „zaliczone” pierwszego dnia pobytu tutaj. Było fajnie i wesoło.

DSC00209.jpg

DSC00210.jpg

DSC00212.jpg

DSC00214.jpg

DSC00215.jpg

DSC00216.jpg

DSC00217.jpg

DSC00219.jpg

DSC00220.jpg