Dzień 5. – „Reporterka” za granicą

// Lipiec 6th, 2010 // Bez kategorii

Dzień piąty (sobota) był ciekawym doświadczeniem. Julio zapytał, czy mam ochotę pomóc przy fotoreportażu z uroczystości zakończenia roku w jednej z okolicznych szkół gimnazjalnych. Byłem oczywiście pełen entuzjazmu dla tego pomysłu. Zapakowaliśmy sprzęt do samochodu i ruszyliśmy po dwóch współpracowników Julia, którzy mieli obstawiać imprezę przy pomocy kamer. Po drodze zaczął padać deszcz. Chyba szybko się od niego nie uwolnię. Chłopaków odebraliśmy na mieście, gdzie zapakowali się na skrzynię Juliowego pick-upa (co ciekawe – taki przewóz ludzi jest tutaj całkowicie dozwolony).

Na miejsce dotarliśmy o 8:30. Rozładowanie sprzętu i przejście do sali, w której miało odbywać się zakończenie. Pierwsze wrażenie po wejściu do szkoły – wygląda jak hotel. Szklane ściany, szklane drzwi, nowoczesny wystrój, marmury na podłodze… pełna elegancja. Mamy pół godziny na przygotowanie. Wchodzimy do sali. Od razu rzuciły mi się w oczy trudne warunki oświetleniowe. Było zwyczajnie ciemno, do tego jeszcze w żyrandolach paskudne żarówki jarzeniowe – będą problemy z zielonkawym zafarbem na zdjęciach. Szybkie zorientowanie w sytuacji – światłomierz pokazał 1/15 sekundy przy f/5.6 na ISO 1600. Ciemno. Że też, cholera, musiałem zostawić w domu zewnętrzną lampę! No nic, jakoś sobie poradzimy. Przestawiłem aparat w tryb manualny, przysłona f/5.6, czas 1/25 sekundy, ISO 1600 i próby z błyskadełkiem wbudowanym w korpus aparatu. Po kilku pierwszych strzałach stwierdziłem, że coś może jednak z tego będzie. Krótka rozmowa z Julio – on obstawia główną część ceremonii – rozdanie świadectw, ja mam za zadanie uzupełniać zdjęciami z przeciwległej strony oraz wyłapywać ciekawe sytuacje w tłumie. Damy radę.

Zaczęło się – najpierw oczywiście przemówienia dyrektora, jakieś pochwały itd. Standard. Wszyscy słuchają a potem biją brawo. Zupełnie jak u nas. Z jedną różnicą – tutaj jednak widać więcej uśmiechu.

Rozpoczęło się rozdawanie świadectw i skończyło dość szybko, gdyż klasy były tylko dwie. Potem nastąpiła prezentacja wideo, którą Julio przygotował dzień wcześniej, bazując na zdjęciach uczniów. Postanowiłem wykorzystać ten moment na wyłapywanie z tłumu pojedynczych twarzy oraz interesujących emocji. Zapiąłem Minoltę 135 mm f/2.8, wyłączyłem lampę i podbiłem ISO do 3200.

Po prezentacji wszyscy zaczęli się ze sobą żegnać. Kolejna okazja do wyłapywania emocji i ciekawych zachowań. Były przytulasy, uśmiechy, łzy wzruszenia, pozowanie do zdjęć – pełen zestaw.

Po imprezie spakowaliśmy sprzęt, odwieźliśmy kamerzystów do domu i sami wróciliśmy na zasłużone śniadanie. Było około godz. 11:30. Resztę dnia spędziłem obrabiając zdjęcia, odsypiając zmianę strefy czasowej i aktualizując bloga. Krótko mówiąc – odpoczywałem, bo wiedziałem, że czeka mnie niedziela pełna wrażeń. I nie pomyliłem się.

12 Responses to “Dzień 5. – „Reporterka” za granicą”

  1. RafauBe pisze:

    Hej! Jak zwykle świetne zdjęcia portretowe! I pozostałe też. Dzięki za częste wpisy i mnóstwo fotek. Oglądamy z przyjemnością!

  2. jagular pisze:

    A ja protestuję!
    Za mało dziewuch! :E :P

  3. jedrekl pisze:

    Mało ale jaka klasa dziewczyn. Same modelki. Na koniec praktyki możesz jakąś „porwać” do naszego pięknego kraju

  4. megawebmaster pisze:

    Oj rzeczywiście jest bardzo przyjemnie. Ładne te foty Ci powychodziły, codziennie wbijam sprawdzić czy czasem coś nowego z Meksyku nie przybyło :)

    I zgadzam się z Jędrkiem w 100% – może i mało dziewczyn, ale klasa sama w sobie ;) Porywaj jak tylko możesz, chociaż to u nas w kraju podchodzi pod małoletnie ;)

    Pozdrawiam!

  5. jagular pisze:

    Za mało wymagacie :P
    Powinno być dużo & ładnie :>

    Może na jakąś plażę się wybrać? 300-400km i już :E

    • wlitwin pisze:

      Do plaży to ja mam 1000km :P

    • wlitwin pisze:

      Z resztą teraz por huraganów to wszyscy przed powodziami uciekają.

    • megawebmaster pisze:

      Jakby to tak łatwo było Jagularze ;) Jestem pewien, że autor się stara, czyż nie? :)

      • wlitwin pisze:

        Póki co nie ma jak się starać, bo dnie spędza w pracy a jakos do wieczornych wycieczek nikt tu sie nie pali ;)

  6. jagular pisze:

    Jakie 1000km? Sprawdzałem na mapie!
    Kilka stówek _w_linii _prostej_ do Pacyfiku hihihih. Się da zrobić w weekend :>