Dzień 10. – Siłka i impreza
// Lipiec 10th, 2010 // Bez kategorii
Dzień 10. (czwartek) poza pracą pracą obfitował w wydarzenia. Poszedłem razem z Oscarem na siłownię. Przybytek duży, dobrze wyposażony, opieka instruktora, a do tego niedrogo. Karnet miesięczny kosztuje 270 pesos, czyli +/- 70 zł, tak więc warto. Oscar się przećwiczył, bo do dzisiaj cierpi z powodu bólu nogi i ramienia. Ja sobie chyba lekko naciągnąłem ścięgno w lewym łokciu, ale ogólnie jest ok. Jak się Oscar zregeneruje to idziemy znowu.
Wieczorem zostałem zaproszony na wypad do baru z Oscarem i paczką jego kumpli. Bar przyjemny, rockowo-filmowy. Z głośników leci rockowa muzyka a jak ktoś bardzo chce, to może oglądać filmy lecące na dwóch plazmach. Bez dźwięku, oczywiście. Pogadaliśmy, pograliśmy w bilarda. Spróbowałem Tequili – nie zmieniam zdania, alkohol nadal mi nie smakuje
Ogólnie stałem się małą atrakcją wieczoru. Wszyscy chcieli ze mną rozmawiać. Dopytywali się o studia, Polskę, muzykę i, oczywiście, dziewczyny
Jedni mówili po angielsku bardzo sprawnie, inni ledwo dukali, ale z niemal każdym dało radę się dogadać. Bardzo sympatyczna i wesoła ekipa. Na pewno nie było to moje ostatnie wyjście z nimi.






A Sprite’a mieli dla Ciebie?;p
Mieli. Jednego czystego i jednego z Wyborową
No fantastycznie! Tak trzymać Witku! Tydzień pełen wrażeń i zmagań (jedzenie i ta strefa czasowa).
Tak jak nasza koleżanka Ania, śledzę cały czas Twoje blogowe wypociny
Pozdrawiam!
A teraz jeszcze nocne upały…
Dzięki za wizytę. Pozdrawiam.
Ale o polskich dziewczynach to w samych superlatywach opowiadasz mam nadzieję, co?
Witmannie drogi, opuściłeś się w regularności wpisów ;-)
Nataly
?
Chciała byś,nie
Noo…co z updejtami?
Się rozbestwiliśmy że dostajemy coś często, a teraz lipa….
Oj, bo leń mnie dopadł
Muszę znaleźć szybszy sposób na wstawianie fotek z flickra do wpisów.