Dzień 16. – San Luis Potosi

// Lipiec 19th, 2010 // Bez kategorii

Miniony tydzień ubiegł mi pod znakiem walki z biegunką, która rozpoczęta w poniedziałek, została zakończona zwycięstwem w piątek. Powrócił przez to mój wstręt do gotowanej wołowiny. Żywieniowe status-quo przywrócone – znowu mogę jeść co chcę.
W niedzielę odbyliśmy niezbyt udaną wyprawę do sąsiedniego miasta na zakupy. Dziwnym trafem wszystko było pozamykane, więc z zakupów nici.
Poniedziałek i wtorek upłynęły na zwykłej nudzie i grzebaniu przy dotychczasowym projekcie. Na szczęście w środę pojechaliśmy do położonego dwie godziny drogi od Aguascalientes miasta San Luis Potosi. Umówieni byliśmy na spotkanie z klientem od baz danych. Mieliśmy wyruszyć o 8:00, ale oczywiście był poślizg. Po wyjściu z domu spodobały mi się długie cienie rzucane przez oświetlone słońcem przedmioty, więc zrobiłem zdjęcie.

DSC00074.jpg

Wylądowaliśmy u klienta o 11:00. Okazało się, że baz danych oraz wszystkich plików stowarzyszonych jest ponad 12 GB, więc postanowiliśmy zgrać to wszystko przez LAN. Oczywiście Windows jak zwykle notorycznie odmawiał posłuszeństwa przy konfigurowaniu sieci. Licząc czas stracony na konfig a następnie zgrywanie danych, spędziliśmy u klienta 3,5h… Ale przynajmniej mam już bazy!

Po wyjściu od klienta podjechaliśmy do centrum miasta na małe zwiedzanie. San Luis Potosi okazało się miastem całkiem przyjemnym. Nieco większym i nowocześniejszym od Aguascalientes, ale posiadającym tez dość sympatyczną starówkę.
Poniżej plac uniwersytecki z budynkiem uczelni oraz fontanną.

DSC00075.jpg

IMG_2557.jpg

Jedna z wąskich uliczek starówki – czy tylko mi przywodzi na myśl Kraków? ;)

DSC00081.jpg

Główny plac miasta z budynkiem należącym do administracji miejskiej. Mieści się przy nim również budynek administracji stanowej oraz kościół.

DSC00084.jpg

DSC00086.jpg

DSC00087.jpg

DSC00089.jpg

DSC00094.jpg

Na sąsiednim placu (strasznie dużo ich tutaj) znaleźliśmy mnóstwo straganów, gdzie sprzedawano głównie różnego rodzaju przekąski (miasto chyba szykowało się do jakiegoś festynu), oraz kolejny kościół o bardzo ciekawej fasadzie.

IMG_2566.jpg

DSC00096.jpg

DSC00097.jpg

DSC00098.jpg

DSC00099.jpg

Kawałek dalej natknęliśmy się na kościół św. Augustyna.

DSC00105.jpg

Gdzie dostrzegłem pewną „abstrakcję”… Miałem wizję na kształty i kolory. Co z niej wyszło – oceńcie sami.

DSC00110.jpg

Było gorąco, a my zmęczeni, zrezygnowaliśmy więc z przejażdżki turystycznym autobusem i wróciliśmy do domu. Jadąc drogą na Aguascalientes przejeżdża się przez malownicze górskie serpentyny. Przez ponad 10 km ciągną się przepiękne widoki, które starałem się sportretować, ale jednak na zdjęciach to nie to samo…

DSC00127.jpg

Ostatecznie wróciliśmy do domu o 19:20. Dzień należy zaliczyć do udanych.

7 Responses to “Dzień 16. – San Luis Potosi”

  1. Margaritta pisze:

    Witek , napij sie mesykanskiej wodki
    Jest dobra na wszystko ;)
    Zacne zdjecia, ale nie masz szans z blogiem Szakiry;p

    • wlitwin pisze:

      Piłem, nie smakowała mi :P
      No z blogiem Szakiry nie mam co konkurować – na moim za mało Polek :P

  2. jagular pisze:

    Abstrakcja? Jak dla mnie nie jest potrzebna ta ściana po lewej, szkoda że krzywo i najbardziej szkoda obecności tego kosza…

    Kondolencje z powodu biegunki…no cóż, można pocieszyć że chyba zazwyczaj jest jedna i potem jest ok…

    …chyba :E

    Po przyjeździe do PL będziesz musiał z kolei się przyzwyczajać do smaku i fauny polskiej :P

    • wlitwin pisze:

      Tak, też uważam, że portrety wychodzą mi lepiej niż abstrakcje :E
      Póki co nawrót biegunki nie nastąpił, więc mam nadzieję, że była to tylko jednorazowa przypadłość ;)
      A do zupy koperkowej, ruskich pierogów i grillowanej karkówki, tudzież schaba z kapustą nigdy nie będę się musiał przyzwyczajać, bo te smaki mam we krwi! :P

  3. jagular pisze:

    Właśnie…portrety…
    Może tak spróbować jakiejś sesji z jakąś słitaśną Meksykanką?
    Nie mam pojęcia, jak jest w tamtejszych regionach z turystami – ale tak czy siak możesz być na tyle atrakcyjny (ze względu na pochodzenie, nie wnikam w uroki osobiste i inne tego typu posiadane cechy :E ), że prawie każda się odda pod pieczę i da obfocić z radością wielką :)
    To ludzie otwarci, nie takie gbury, jak czasami w Polandii…

    • wlitwin pisze:

      No, ale jak to tak – portrety bez lamp, parasolek, blendy, asystenta? :E
      A serio mówiąc, to myślałem o czymś takim. Będę musiał poprosić Oscara, by pogadał z koleżankami ;) Turystów tu właściwie nie ma, więc za białym chłopem wszystkie panny się oglądają :E

  4. jagular pisze:

    Tak, bez lamp, parasolek, blendy, asystenta, makijażystki, fryzjerki, ubrań…ups, zagalopowałem się. Z makijażystką oczywiście :E
    Skoro się oglądają, to czemu tego nie wykorzystać (co za niedobre słowo…)? :E